Logo
Wydrukuj tę stronę

44. Rawa Blues 2026 – subiektywnie. tekst: Wojciech Feć foto: Krzysztof Szafraniec

44. Rawa Blues 2026 – subiektywnie. tekst: Wojciech Feć foto: Krzysztof Szafraniec

O pięknej sali, kilku cierniach w uchu i muzyce, dla której warto było tam być.

Wstęp
Swój tegoroczny pobyt na Rawa Blues Festival zawdzięczam Wiktorowi Czurze z Polskiego Radia Rzeszów, autorowi audycji "Blues Attack". Dzięki niemu mogliśmy razem z moim przyjacielem – basistą, z którym przez lata grałem w kilku zespołach – wybrać się do Katowic i po prostu oddać słuchaniu muzyki.


Od razu uprzedzę: moja relacja będzie subiektywna. I to bardzo. Z pierwszych zdań można już zapewne wywnioskować, że sam mam coś wspólnego z graniem. Jestem perkusistą. Lepszym lub gorszym – nie mnie oceniać – ale gram od lat osiemdziesiątych. Trochę scen w życiu widziałem, trochę koncertów zagrałem, trochę instrumentów przewiozłem, rozstawiłem i nastroiłem. Wiem też, jak wygląda koncert od drugiej strony: próba, monitory, backline, akustyk, napięcie przed wejściem i ta chwila, kiedy już nie ma gdzie się schować, bo zapalają się światła. Dlatego na prośbę Wiktora postanowiłem napisać subiektywną relację muzyka ze słuchania innych muzyków. Bez ambicji wydawania wyroków. Ale też bez lukru.
Rawa i Dudek – dwa pojęcia niemal nierozłączne.


Rawa Blues i Irek Dudek to od ponad czterdziestu lat pojęcia właściwie nierozłączne. Nazwa festiwalu rzeczywiście pochodzi od Rawy, rzeki przepływającej przez Katowice, a sam festiwal wyrósł na jeden z najważniejszych symboli śląskiej kultury bluesowej.
Przez lata jego naturalnym domem był Spodek. Do Spodka mam zresztą sentyment również osobisty, bo w 1990 roku sam miałem tam przyjemność zagrać koncert. Każdy, kto kiedykolwiek wszedł na scenę tej hali, wie, że to nie jest po prostu kolejny obiekt. Spodek ma swoją historię, swój ciężar i specyficzną energię.

W 2026 roku główny koncert Rawy odbył się jednak w NOSPR-ze. I tu pojawia się pierwsze pytanie: czy NOSPR jest dobrym miejscem dla bluesa?

Blues w sali koncertowej. NOSPR jest miejscem absolutnie niezwykłym. Wielka sala została zaprojektowana z myślą o orkiestrze symfonicznej i ma akustykę, która potrafi pokazać wszystko – także to, czego czasem wolelibyśmy nie usłyszeć. Byłem tam wcześniej między innymi na koncertach Marcusa Millera, Jana Garbarka i wielu innych znakomitych muzyków. Wiem, jak ta sala potrafi zabrzmieć. Pamiętam koncert, bodajże właśnie Garbarka, kiedy w chwili ciszy jeden z muzyków zaczął odkręcać butelkę gazowanej wody. I nagle człowiek zorientował się, że ten nieszczęsny korek słychać właściwie w całej sali. Taka jest ta akustyka.Trochę jak w starym amfiteatrze: jeśli przestrzeń została dobrze zaprojektowana, nie trzeba z nią walczyć. Ona sama niesie dźwięk.No dobrze, ale blues? Blues przecież wyrasta z zupełnie innej tradycji. To front porch blues, granie na werandzie. To knajpa, klub, niewielka scena. To Chicago i elektryczny Muddy Waters. To południe Stanów, gdzie historie opowiada się gitarą i głosem, a niekoniecznie w filharmonijnej sali wyłożonej drewnem.

Czy zatem NOSPR do bluesa pasuje? Po pierwszym koncercie odpowiedź brzmiała: zdecydowanie tak.

Martin Harley – człowiek, gitara i historia
Martin Harley wyszedł sam. I właściwie tyle mu było potrzeba. Głos, gitara, slide, instrument rezonatorowy i człowiek, który ma coś do opowiedzenia.Harley przez około rok mieszkał kiedyś w Australii w samochodzie. Jak sam opowiadał, właśnie wtedy nauczył się grać slide, bo taki sposób gry był po prostu wygodny w ciasnej przestrzeni auta. Z tej historii wyrasta cały jego język muzyczny – surowy, osobisty, trochę bluesowy, trochę folkowy, trochę z pogranicza country i muzyki drogi.Pojawił się też przejmujący "Blues at My Window". Każdy prawdziwy bluesman powinien mieć jakąś historię do opowiedzenia. Najczęściej nie jest to historia o tym, że wszystko w życiu poszło znakomicie. Blues raczej rodzi się wtedy, kiedy coś uwiera.
Czy Harley gra bluesa stricte? Nie zawsze. Słychać u niego folk, americanę, country. Ale czy to przeszkadza? Ani trochę. Jego koncert mnie urzekł. W tej sali pojedynczy instrument mógł oddychać. Można było usłyszeć atak struny, wybrzmienie, ruch slide’u, dynamikę prawej ręki, ciszę między dźwiękami. A cisza, proszę Państwa, też jest przecież muzyką. Harley nie musiał z NOSPR-em walczyć. On tę salę wykorzystał.

Brawo. Wspaniały koncert i znakomity początek wieczoru.Irek Dudek – należy oddać cesarzowi, co cesarskie. Potem na scenę wszedł gospodarz. Irek Dudek zaprezentował Dudek Big Band oraz Shakin’ Dudi, wracając między innymi do materiału z legendarnej płyty "No. 1" z połowy lat osiemdziesiątych.Na scenie pojawili się znakomici muzycy i goście: Maciej Radziejewski, Krzysztof Popek, Henryk Gembalski i Grzegorz Kapołka, a w części Shakin’ Dudi również Darek Dusza. Zestaw nazwisk robiący naprawdę duże wrażenie.
I od razu zaznaczę: nie mam najmniejszego problemu z tym, że organizator festiwalu umieszcza własny zespół w głównym programie. Sam pewnie zrobiłbym dokładnie to samo. Trzeba oddać cesarzowi, co cesarskie. Rawa Blues jest w wielkiej mierze dziełem Irka Dudka i ma on pełne, nazwijmy to nawet bandyckie prawo, żeby na swojej Rawie zagrać.Do beczki miodu muszę jednak dolać sporą łyżkę dziegciu.

Cierń w uchu
Na moje ucho ten koncert nie był dostatecznie dopracowany od strony wspólnego grania i realizacji dźwięku. I szkoda, bo na scenie stali znakomici muzycy. Momentami miałem wrażenie, że puls sekcji rytmicznej nie znajduje się w jednym miejscu. Bas opowiadał o jednym tempie, perkusja chwilami o drugim, a dęciaki próbowały do tego dobudować trzecią warstwę. Wokal również zdarzał się obok – rytmicznie i intonacyjnie.Za to kiedy Irek brał do ręki harmonijkę, sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Tu naprawdę było słychać klasę.
I właśnie dlatego szkoda. Panowie, kimże ja jestem, żeby komukolwiek udzielać rad, ale jeżeli występuje się na festiwalu o takim prestiżu, w sali o takiej akustyce i z muzykami tego kalibru, to może warto zrobić jedną próbę więcej. Może trochę dłuższy soundcheck. Może dać zespołowi więcej czasu na wspólne złapanie oddechu. NOSPR ma jeszcze jedną cechę: ta sala brzmi sama z siebie. Nie trzeba jej zalewać dźwiękiem. A jeśli już się ją nagłaśnia, nie można zapomnieć o tym, że backline – wzmacniacze gitarowe, basowe, Hammond z Leslie i nawet perkusja schowana za pleksi – również generuje potężną ilość dźwięku na scenie. Jeśli front jest ustawiony zbyt zachowawczo, dźwięk ze sceny zaczyna żyć własnym życiem i miesza się z tym, co wychodzi z systemu PA. A przecież na scenie stały instrumenty z absolutnie najwyższej półki: perkusja DW Collector’s Series Satin Oil, klasyczne wzmacniacze Fendera, Ampegi, Hammond z oryginalnym Leslie, fortepian elektryczny Fendera i kilka innych bardzo dobrych klawiatur. Trudno źle zabrzmieć na takim sprzęcie. Ale nawet najlepszy sprzęt nie zastąpi dobrego balansu.Nik West – to nie był czysty blues. I bardzo dobrze.


Po koncercie Irka Dudka spotkałem w foyer Agatę Dudek, która pełniła przy festiwalu ważną rolę organizacyjną i techniczną. Znałem ją już wcześniej z festiwalu Satyrblues, więc mogłem zapytać wprost, co dzieje się za kulisami.I wtedy usłyszałem rzecz, której jako widz zupełnie bym się nie domyślił. Nik West kilka godzin wcześniej praktycznie nie była w stanie mówić. Miała poważne problemy z gardłem i istniało realne ryzyko, że nie zaśpiewa. Lekarze w Katowicach postawili ją jednak na nogi.Jeżeli nie wiedziałbym o tym wcześniej, nie zorientowałbym się absolutnie w niczym. Zaśpiewała znakomicie. Czy to był blues? W niewielkim stopniu. Był funk, soul, rock, rhythm and blues, momentami atmosfera jak z filmu "Purple Rain". Były elementy bluesowego frazowania i bluesowych solówek, ale rdzeń tego koncertu był zdecydowanie funkowy i prince’owski. Czy mi to przeszkadzało? Absolutnie nie.Zespół wyglądał i poruszał się jak rasowa funkowa maszyna. Nik w długiej cekinowej sukni, gitarzysta w złotych spodniach, reszta składu również scenicznie dopracowana. Ale najważniejsze było to, że za całym show stały naprawdę ogromne umiejętności muzyczne. Przy takim zespole warto wymienić nie tylko liderkę. Na scenie wystąpili: Nik West – śpiew i gitara basowa, Simone Cesarini – gitara, Lorenzo Campese – instrumenty klawiszowe oraz Ricardo Danin – perkusja.

1 Lorenzo Campese to włoski pianista i keyboardzista związany ze sceną jazzową, funkową i soulową, znany m.in. ze współpracy z brytyjską grupą Incognito oraz Nik West.

2.Były bardzo dobre sola perkusisty – jedno bardziej rytmiczne, drugie bardziej techniczne – było świetne solo gitarowe, był potężny bas i bardzo dobre klawisze.

W połowie tego koncertu wydarzyło się też coś, co z mojego miejsca było bardzo wyraźnie słyszalne: realizacja dźwięku poprawiła się. Front dostał więcej energii, proporcje zaczęły się zgadzać i nagle można było naprawdę usłyszeć zespół tak, jak powinno się go słyszeć.
Było "Come Together" Beatlesów – też przecież nie blues – w kapitalnym wykonaniu. Było "Kiss" Prince’a, zaśpiewane i zagrane w duchu Prince’a, ale bez taniej kopii. Było po prostu bardzo dobrze.A potem przyszła chwila, której na bluesowym festiwalu naprawdę się nie spodziewałem.Czy słyszeli Państwo kiedyś nokturn Chopina na bluesowym festiwalu? Otóż Lorenzo Campese, klawiszowiec zespołu Nik West, wplótł w swoje solo fragment Nokturnu b‑moll, op. 9 nr 1 Fryderyka Chopina.3 Pierwsze rozpoznawalne dźwięki wywołały natychmiastową eksplozję reakcji publiczności. Oczywiście rock zna takie wycieczki – Jon Lord czy inni wielcy klawiszowcy nieraz sięgali po klasykę – ale usłyszeć Chopina podczas Rawy Blues? Tego się nie spodziewałem.I właśnie za takie momenty chodzi się na koncerty.


D.K. Harrell – ponad 26 godzin podróży i pełna profeska.


Zanim jednak D.K. Harrell pojawił się na scenie, za kulisami trwała mała logistyczna wojna.Muzycy zespołu zlatywali się z różnych części Stanów Zjednoczonych. Samolot, którym mieli ruszyć z Waszyngtonu, uległ awarii. Zamiast spokojnie dolecieć do Europy, musieli w ostatniej chwili ratować całą trasę. Ostatecznie udało się zorganizować lot do Frankfurtu, potem dalszy przejazd przez Wiedeń i samochód na Śląsk.Zespół dotarł do NOSPR-u zaledwie czterdzieści minut przed wejściem na scenę, po ponad 26 godzinach nieprzerwanej podróży. Tylko perkusista był na miejscu wcześniej i zdążył zrobić próbę.Jak oni byli w stanie po czymś takim zagrać koncert? Nie wiem.Ale zagrali go znakomicie.Tu mała uwaga do prowadzenia festiwalu. Jan Chojnacki jest człowiekiem historycznie związanym z polskim bluesem i oczywiście ma ogromną wiedzę oraz doświadczenie. W czasie przedłużającej się przerwy próbował utrzymać kontakt z publicznością i część tych historii była naprawdę ciekawa.Ale jeśli muzycy właśnie walczą na scenie z monitorami, ustawiają saksofon, trąbkę, Hammond i cały system, to prowadzący powinien dać im kilka minut absolutnego spokoju. Jeśli ktoś mówi przez mikrofon do całej sali, dźwięk wraca również na scenę i utrudnia próbę. Próba, która mogłaby trwać dziesięć minut, zaczyna trwać dwadzieścia.
Panie Redaktorze, muzykom podczas soundchecku po prostu nie przeszkadzamy. Tego będę się trzymał.

D.K. Harrell – tradycja B.B. Kinga w młodych rękach.

D.K. Harrell jest młodym gitarzystą, którego bardzo szybko zauważyli najwięksi. Pojawia się w kontekście Buddy Guya, szybko zdobywał wyróżnienia i od kilku lat intensywnie koncertuje po świecie.Warto przytoczyć powitanie publiczności przez D.K. Harrella podczas Rawa Blues Festival 2026, 3 października w NOSPR-ze.4 W polskim przekładzie brzmiało mniej więcej tak:– Witam was i dziękuję, że na nas zaczekaliście. To nie była łatwa podróż. Przyjechaliśmy do NOSPR-u zaledwie 40 minut temu. Nasza podróż trwała ponad 26 godzin, więc nie wiem, jak my jeszcze stoimy na nogach.Mówię do was po angielsku, a mój angielski nie jest najlepszy...W tym miejscu sam się roześmiał. Żart miał swój urok: przecież pochodzi z Luizjany i mówi z charakterystycznym kreolskim akcentem. Mój polski niestety też nie jest dobry. Ale nauczyłem się jednego słowa, które powiem wam na końcu. Kiedy podróżuję po świecie, zawsze staram się mówić to z szacunkiem, żeby nikogo nie urazić.Od 2022 roku odwiedziliśmy około 18 różnych krajów. A dzisiaj – chwała Panu, że udało nam się tutaj dotrzeć – Polska staje się dziewiętnastym krajem, w którym kiedykolwiek zagraliśmy. Właśnie tutaj, w Polsce. Numer 19! To dzięki wam D.K. Harrell Blues Band dotarł już do 19 krajów.Muszę też powiedzieć, że po drodze mieliśmy sporo problemów technicznych, jeden za drugim, ale ostatecznie udało nam się bezpiecznie tutaj dotrzeć.Chcę szczególnie podziękować Janowi Chojnackiemu i Agacie Dudek, którzy byli dla nas niezwykle dobrzy i bardzo cierpliwi, mimo naszego tak późnego przyjazdu.I obiecuję wam, że damy dla was dobry koncert – bez względu na to, jak bardzo jesteśmy zmęczeni.A dla wszystkich na widowni, którzy nie zrozumieli tego, co powiedziałem: moje polskie słownictwo jest bardzo krótkie i proste. Dziękuję!


To ostatnie słowo wypowiedział po polsku. A Agata Dudek rzeczywiście dokonała organizacyjnego cudu, żeby ten koncert mógł dojść do skutku.Najważniejsze było jednak to, co powiedział o publiczności. Dla niego było oczywiste, że musi na ten koncert dotrzeć. Nie chciał zawieść ludzi, którzy przyszli ich słuchać. I to było słychać w każdym dźwięku.Szacun, panie Harrell. Naprawdę.Jego styl bardzo wyraźnie wyrasta z B.B. Kinga. Gitara Harrella kojarzyła mi się z instrumentami Kinga: Gibsonem ES-355 i opartą na nim słynną Lucille. Z określeniem „jazzówka” trzeba jednak uważać. Klasyczny jazzowy archtop, taki jak Gibson L-5 CES, ma głębsze pudło rezonansowe i rzeźbioną, wypukłą płytę wierzchnią. Lucille to konstrukcja semi-hollow – z cieńszym korpusem, laminowanymi płytami i drewnianym blokiem wewnątrz, w sygnowanej wersji bez otworów „f”.5 Piękne, okrągłe brzmienie. Gitara, kabel, wzmacniacz Fender i naturalny przester z pieca. Bez choinki efektów.I brzmienie było absolutnie genialne.
Słychać było B.B. Kinga, trochę Buddy Guya, momentami Magic Slima, a jeśli chodzi o energię sceny – coś z Joe Bonamassy czy Kenny’ego Wayne’a Shepherda. Stylistycznie jednak Harrell pozostaje zdecydowanie bliżej klasycznego elektrycznego bluesa.Fantastyczny wokal. Świetny basista. Świetny perkusista. Bardzo dobry klawiszowiec, który dodatkowo śpiewał chórki. Sekcja dęta również zrobiła swoje.Także tutaj warto podać nazwiska. Skład zespołu: D.K. Harrell – śpiew i gitara, Andrew Moss – gitara basowa, Ruffin Jackson – perkusja, Orlando Henry – instrumenty klawiszowe, Russ Bryant – saksofon oraz John Dupré – trąbka.6Tego koncertu słuchałem z otwartą buzią, szeroko otwartymi oczami i – przede wszystkim – maksymalnie otwartymi uszami.To była absolutna profeska.

Na koniec
To był bardzo dobry wieczór i festiwal, który z pewnością można zaliczyć do udanych, choć kilka rzeczy chętnie zobaczyłbym następnym razem poprawionych.Czy kolejna Rawa powinna odbyć się w NOSPR-ze, czy wrócić do Spodka? To zależy od programu.Jeśli mają dominować koncerty bardziej akustyczne, kameralne, bliższe Delcie, folku i bluesowi korzeni – NOSPR jest miejscem znakomitym.Jeśli jednak festiwal ma mieć więcej czadu, dużych składów, potężnego backline’u i koncertowego uderzenia, Spodek ma nad NOSPR-em jedną wielką przewagę: jest halą stworzoną do tego, żeby przyjąć taki dźwięk bez udawania, że jest salą filharmoniczną.Każde z tych miejsc ma swoją prawdę.Bardzo dziękuję Wiktorowi Czurze za to, że mnie na tę Rawę wypchnął. Warto było.
A tym, którzy jeszcze nie znają, polecam poszukać twórczości Martina Harleya, D.K. Harrella i Nik West. Irka Dudka, Dudek Big Band i Shakin’ Dudi większość polskich słuchaczy zapewne zna bardzo dobrze.I tu pozwolę sobie na ostatnią złośliwość: na razie materiałów Irka słucha mi się jednak lepiej z nagrań niż z tego, co usłyszałem tego wieczoru na żywo. Przepraszam, Irku, za tę recenzję, ale szczerość czasem boli, za to daje szansę poprawić warsztat.A przecież właśnie o to w muzyce chodzi: żeby następny koncert był jeszcze lepszy.

Źródła uzupełnień
1. Nik West – skład zespołu na Rawa Blues Festival 2026, NOSPR, Katowice, 3 października 2026 r. Relacja autora.
2. Roberto De Rosa, „Lorenzo Campese: Tra Passione, Groove e Strumenti Iconici”, Passione Strumenti, 30 września 2025 r. – wywiad o wpływach muzycznych i współpracy z Incognito oraz Nik West.
3. Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, „Nokturn b‑moll op. 9 nr 1” – tytuł i tonacja utworu. Wskazanie wykonania przez Lorenzo Campese: relacja autora.
4. D.K. Harrell – powitanie publiczności Rawa Blues Festival 2026, NOSPR, Katowice, 3 października 2026 r. Relacja autora.
5. B.B. King Museum, „Meet Lucille”; Gibson, „B.B. King Lucille Legacy” oraz „1978 Custom L-5 CES” – modele i budowa instrumentów.
6. Jazz en Nord, „07/10/2026 – D.K. Harrell”, zapowiedź koncertu w Haubourdin 7 października 2026 r. – skład zespołu.

tekst: Woiciech Feć

Copyright by Rock Blog 33